środa, 17 września 2014

48. Leopard outfit

Godzina pierwsza w nocy, a ja wstałam i rozmyślam nad swym beznadziejnym losem.
To nie tak, że mam doła, czy depresję. Cieszę się, że mam bloga, że piszę na nim to co czuję i że ktoś to czyta, tu zagląda i wyraża swoje opinie. Cieszę się z każdych nowych butów.
Pogoda w sumie mi odpowiada. Wiem, iż nie mogę narzekać też na swoją kochaną rodzinkę. Dostałam się do fajnej szkoły, na świetny kierunek. Byłam w Berlinie na Fashion Week – co było kiedyś dla mnie marzeniem. Mam wakacje, nie muszę jeszcze pracować. Rzeczy potrzebne mi do przetrwania w porządku. Jestem zdrowa w całości. Nic mnie nie boli.
Wiem jakie to szczęście – być zdrowym, mieć gdzie mieszkać, nie martwić się o pożywienie.
A jednak coś jest nie tak… coś sprawia, że czuję się beznadziejnie… ale dlaczego nie potrafię tego nazwać?
Brakuje mi czegoś… czegoś co kiedyś było i się skończyło. Kiedyś nie realizowałam się, nie prowadziłam z takim zapałem bloga, nie czerpałam korzyści z życia… ale miałam swoją miłość – teraz jest zupełnie odwrotnie. Rozumiem, wiem, wiem nie mogę mieć wszystkiego.
Mam koleżankę, która ogromnie tęskni za chłopakiem… rozumiem i z jednej strony współczuję ale mieć za kim tęsknić to przecież też jakiegoś rodzaju szczęście – czyż nie?
Wiesz, iż ten ktoś wróci, że Cie kocha i nie zostawi…
Brakuje mi nawet tych durnych kłótni, rozmów i chwil grozy… ale brakuje.

Życie toczy się dalej, a ja wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że spotkam kogoś stworzonego tylko dla mnie i tym razem idealnego (umięśnionego bruneta o czarnych pięknych oczach) ;P <3 hahah